top of page

Metoda na Głoda?

30 sie
5 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 30 sie

Czyli o miłości na dokładkę, jedzeniu bez końca i prawdzie zapisanej drobnym drukiem.



Przez lata reklamy przekonywały nas, że na głoda potrzebna jest metoda.

Mały Głód był natrętnym intruzem, którego należało jak najszybciej przepędzić serkiem. Snickers ostrzegał, że głodni nie jesteśmy sobą.

Reklama nie jest poradnikiem żywieniowym. Mimo to skutecznie utrwaliła prosty przekaz: głód jest problemem, który trzeba natychmiast rozwiązać — najlepiej gotową przekąską.

A może nie każdy głód trzeba od razu uciszać?


Co trzecie polskie dziecko w wieku ośmiu lat ma nadmierną masę ciała. Wśród chłopców problem dotyczy już 36 procent. To nie są pojedyncze przypadki, lecz zjawisko obejmujące znaczną część całego pokolenia. Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej


Nie chcę jednak pisać kolejnego tekstu z jadłospisem, liczeniem kalorii i dokładnym wyliczeniem, co dziecko powinno zjeść na śniadanie. Takich poradników są setki.

Chciałabym zatrzymać się chwilę wcześniej i zapytać: dlaczego nasze dzieci właściwie jedzą przez cały dzień?

Płatki rano. Coś do samochodu, żeby nie zgłodniało. Przekąska do plecaka. Słodki napój na przerwie. Batonik po szkole. Chrupki przed ekranem. Potem kolacja, której dziecko nie chce, bo przecież „nie jest głodne”.

Nie jest. Od rana niemal bez przerwy ruszało buzią.


Problem zaczyna się wcześniej, niż go widać

Małe dzieci są zwykle bardziej ruchliwe, a ich mózg niezwykle intensywnie się rozwija. W wieku około pięciu lat zużycie glukozy przez mózg osiąga szczyt i odpowiada energii stanowiącej około dwóch trzecich spoczynkowego zapotrzebowania całego organizmu. Badanie opublikowane w „PNAS”

Szczupłe, aktywne dziecko może przez długi czas jeść kiepsko, a skutków nadal nie będzie widać na wadze. Nie oznacza to jednak, że dostało od natury immunitet na słodkie napoje, chipsy i czekoladowe kulki.

Niska Waga nie jest świadectwem jakości diety.

Potem przychodzi szkoła. Pojawia się więcej siedzenia: ławka, samochód, praca domowa i ekran. Ruchu często jest mniej, ale przyzwyczajenie do słodkiego smaku i ciągłego podjadania pozostaje.

Rosnąca liczba przypadków cukrzycy wśród dzieci również budzi niepokój. Nadwaga, otyłość i mała aktywność fizyczna zwiększają ryzyko insulinoporności oraz cukrzycy typu 2, która coraz częściej pojawia się również u ludzi młodych.


Pełny brzuch jako dowód troski

Jako rodzice boimy się, że dziecko będzie głodne. Wkładamy więc do plecaka coś dodatkowego — trwałego, łatwego do otwarcia i takiego, co na pewno zostanie zjedzone.

Nasze babcie i mamy pamiętały czasy, w których jedzenia brakowało. Nakarmione dziecko oznaczało dziecko zadbane. Pełny talerz był troską, a dokładka — miłością.

Tyle że czasy się zmieniły. Dzisiaj częściej niż z brakiem jedzenia mamy do czynienia z jego nadmiarem. Jedzenie jest wszędzie, o każdej porze i niemal bez wysiłku. Nadal jednak zachowujemy się tak, jakby chwilowy głód był niebezpieczeństwem, przed którym trzeba dziecko natychmiast ratować.

A głód pomiędzy posiłkami nie jest awarią. Jest normalnym sygnałem organizmu.

Nie chodzi o głodzenie dzieci, odmawianie im jedzenia ani wprowadzanie sztywnych limitów. Dziecko, które naprawdę jest głodne, powinno móc zjeść. Chodzi o to, aby odróżnić głód od nudy, przyzwyczajenia, reklamy i jedzenia tylko dlatego, że coś właśnie znalazło się w zasięgu ręki.

Żeby rozpoznać głód, trzeba najpierw mieć szansę go poczuć.


Kiedy jedzenie nigdy się nie kończy

Drugie śniadanie lub podwieczorek mogą być normalnymi, zaplanowanymi posiłkami. Ich liczba powinna zależeć od wieku, aktywności i potrzeb dziecka.

Problemem jest przypadkowe jedzenie pomiędzy nimi: kilka chrupek, soczek, herbatnik, słodki napój mleczny. Niby niewiele, ale powtarzane przez cały dzień.


Największy problem polega na tym, że drobnych przekąsek często nie traktujemy jak jedzenia. Tymczasem ich energia sumuje się, częsty kontakt z cukrami i skrobią sprzyja próchnicy, a dziecko nie zdąża rozpoznać prawdziwego głodu ani sytości.

Nie chce później zjeść właściwego posiłku, bo zwyczajnie nie zdążyło zgłodnieć. Rodzic zaczyna się martwić i po pewnym czasie znów podsuwa mu coś, co „przynajmniej na pewno zje”.

I koło się zamyka.

Warto ustalić prostą zasadę: jedzenie ma swoje pory oraz wyraźny początek i koniec. Po ostatnim zaplanowanym posiłku kuchnia się zamyka.

Jeżeli dziecko regularnie jest wieczorem naprawdę głodne, warto przyjrzeć się kolacji albo zaplanować prosty posiłek przed myciem zębów. Nie chodzi o to, żeby wysyłać głodne dziecko do łóżka. Chodzi o zakończenie ciągu ciasteczek, mleka smakowego i kolejnych kanapek jedzonych bez planu.

Po wieczornym umyciu zębów najlepiej pozostawić już tylko wodę. Polscy eksperci zalecają regularne posiłki, unikanie próchnicotwórczych przekąsek pomiędzy nimi oraz zachowywanie odpowiednio długich przerw. Zalecenia dotyczące żywienia i zdrowia jamy ustnej dzieci


Odwróć kolorowe opakowanie

Nie wszystko, co stoi na półce ze śniadaniami, jest dobrym śniadaniem.

Czekoladowe kulki, miodowe kółeczka i nadziewane poduszeczki można zalać mlekiem, ale mleko nie zmieni słodkiego, wysoko przetworzonego produktu w pełnowartościowy posiłek.

Podobnie jest z kakao instant. Jeżeli pierwszym składnikiem jest cukier, a samego kakao dodano kilkanaście procent, nie kupujemy kakao. Kupujemy cukrowy proszek z dodatkiem kakao.

Dlatego odwróć opakowanie i przeczytaj to, co producent napisał drobnym drukiem.

Składniki są wymieniane od tego, którego użyto najwięcej. Spójrzmy więc przede wszystkim na pierwsze trzy lub cztery pozycje. Jeżeli znajdują się tam cukier, syropy, oczyszczona mąka, skrobia i tłuszcz, warto zastanowić się, czy mamy przed sobą codzienny posiłek, czy raczej słodycz w przebraniu. Zasady znakowania żywności w Unii Europejskiej

Sprawdźmy także tabelę wartości odżywczej. Lista składników mówi nam, z czego zrobiono produkt, a tabela — ile zawiera cukrów, tłuszczu, białka czy soli. Najłatwiej porównywać produkty, patrząc na wartości podane w przeliczeniu na 100 gramów lub 100 mililitrów.

Zobaczmy również, ile jest składnika reklamowanego na froncie: owoców w produkcie „owocowym”, kakao w „kakaowym”, orzechów w „orzechowym” i pełnego ziarna w „pełnoziarnistym”.

Napisy „dla dzieci”, „fit”, „naturalny” czy „z witaminami” nie są świadectwem jakości całego produktu. Nawet określenie „bez dodatku cukru” nie oznacza automatycznie, że produkt zawiera mało cukrów lub że jest wartościowy. Ma ono konkretne znaczenie prawne, ale produkt może nadal zawierać cukry występujące naturalnie w użytych składnikach.

Przód opakowania przemawia do dziecka. Tył powinien przemówić do rodzica.


Nie zawsze będziemy obok

Nie wystarczy jednak, że to rodzic nauczy się czytać etykiety. Trzeba stopniowo uczyć tego również dziecko.

Nie zawsze będziemy przy nim. Pójdzie do szkoły, na wycieczkę, do kolegi albo samo do sklepu.

Nie chodzi o straszenie jedzeniem ani wywoływanie poczucia winy po zjedzeniu batonika. Chodzi o pokazanie, że kolorowe opakowanie jest reklamą, napis „dla dzieci” niczego nie gwarantuje, a produkt stojący na półce śniadaniowej może być po prostu słodyczą w przebraniu.

Zakazy działają głównie wtedy, gdy pilnujący stoi obok. Wiedza może zatem zostać z dzieckiem na dłużej.


Szkoła też dokonuje wyboru

Dom nie działa w próżni. Dziecko spędza dużą część dnia w szkole, dlatego również ona wpływa na jego nawyki.


Od 1 września 2026 roku zaczną obowiązywać nowe przepisy dotyczące żywienia dzieci oraz produktów sprzedawanych w szkolnych sklepikach i automatach. Wprowadzają one zamknięty katalog dopuszczonych grup produktów, ale nie likwidują automatów.

Warto powiedzieć to jasno: żadna szkoła nie ma obowiązku stawiania automatu z przekąskami. To nie jest wyposażenie wymagane przez prawo ani niezbędny element szkolnego korytarza. Jest wyborem szkoły lub organu prowadzącego.

Więcej o tym piszę w artykule „O automacie, który spełniał wszystkie życzenia”. Informacja Ministerstwa Zdrowia o nowych przepisach


Do tego dochodzą ekrany. Ekran sam nie tuczy, ale zabiera czas przeznaczony wcześniej na ruch i sprzyja bezmyślnemu podjadaniu. Dziecko skupione na filmie lub grze często nie zauważa, ile już zjadło.


Codzienność i okazje

Nie namawiam do wychowywania dzieci w świecie bez lodów, pizzy czy słodyczy. Takie jedzenie może pozostać przyjemnością na okazję. Problem zaczyna się wtedy, gdy okazja zdarza się codziennie.

Podstawą powinno być zwyczajne, możliwie mało przetworzone jedzenie. Produkty złożone głównie z oczyszczonej mąki, skrobi, cukru, syropów i tłuszczu powinny wrócić na właściwe miejsce — do jedzenia od czasu do czasu, a nie do plecaka na każdy dzień.

Nie potrzebujemy idealnego jadłospisu. Potrzebujemy kilku prostych granic: posiłek ma początek i koniec, przekąski są planowane, po wieczornym myciu zębów zostaje woda, a kolorowe opakowanie należy odwrócić przed włożeniem do koszyka.

Prawdziwa metoda na głoda nie mieści się w jednym kolorowym pudełku. Polega na tym, że pozwalamy dziecku rozpoznać głód, a potem odpowiadamy na niego zwyczajnym, wartościowym jedzeniem.

Dziecko nie musi jeść cały czas. Powinno mieć szansę zgłodnieć — i przekonać się, że głód jest sygnałem, a nie potworem.




Autor: A.K.

*Obrazy zostały wymyślone przez człowieka, ale wygenerowane przez SI

Komentarze


bottom of page