top of page

Po co nam ta szkoła?

  • 3 dni temu
  • 5 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 2 dni temu


Czyli kilka słów o tym, czym naprawdę jest edukacja.


Kiedy zapytasz rodzica: „Po co jest edukacja?”, często zapada cisza.

To może inaczej: po co Twoje dziecko chodzi do szkoły?

I znowu cisza.



To ciekawe, bo szkoła zajmuje ogromną część życia dziecka. Ustawia rytm dnia całej rodziny. Decyduje o porankach, popołudniach, zajęciach dodatkowych, wakacjach, nerwach, planach i domowej atmosferze w maju, czerwcu oraz we wrześniu.

A jednak wielu dorosłych nigdy tak naprawdę nie zadało sobie pytania: po co to wszystko?


Najczęstsza odpowiedź brzmi mniej więcej tak: dziecko chodzi do szkoły, bo to obowiązek. Bo wszyscy chodzą. Bo my chodziliśmy. Bo taki jest system. Bo trzeba mieć oceny, świadectwo, promocję, punkty, egzamin, liceum, maturę i studia.

To jednak trochę mało jak na kilkanaście lat życia człowieka. Czyż nie?

Edukacja nie jest po to, aby dziecko jedynie zbierało oceny, punkty i świadectwa. To wszystko może być ważne, ale nie może stać się celem samym w sobie.

Prawdziwym celem edukacji jest człowiek: myślący, odpowiedzialny, ciekawy świata, zdolny do wysiłku, relacji i samodzielnych wyborów.

Edukacja ma pomagać dziecku rozumieć świat i siebie. Ma uczyć pracy, wytrwałości, odpowiedzialności, współpracy i odwagi w zadawaniu pytań. Ma przygotowywać nie tylko do egzaminu, ale przede wszystkim PRZYGOTOWAĆ do życia.

Gdy wynik zaczyna udawać sens.

Problem zaczyna się wtedy, gdy mylimy edukację z wynikami.

Dobra ocena, wysoka średnia, czerwony pasek, punkty z egzaminu i „dobre liceum” zaczynają udawać sens edukacji.

I żeby było jasne: nie ma nic złego w dobrych ocenach, ambicji, pracowitości i świetnych wynikach. Dziecko, które pracuje systematycznie i osiąga sukcesy, zasługuje na uznanie.

Problem pojawia się wtedy, gdy "czerwony pasek" mylimy z sensem edukacji, "punkty" z wartością dziecka, a ranking liceum z przepowiednią szczęśliwego życia.


Rodzice chcą dobrze. Chcą, żeby dziecko nie zostało z tyłu, nie czuło się gorsze, miało możliwości i wierzyło w siebie. Tylko że czasem ta troska niezauważenie zamienia się w wyścig.

Nagle dziecko nie uczy się już po to, żeby rozumieć świat. Uczy się po to, żeby mieć piątkę. Potem szóstkę. Potem punkty. Potem miejsce w liceum, którego nazwa dobrze brzmi przy rodzinnym stole.

Największy obłęd zaczyna się zwykle w ósmej klasie.

Punkty. Egzamin. Rekrutacja. Rankingi. Najlepsze liceum. Najlepszy profil. Najlepsza przyszłość.

Kiedy pytam: „Po co dziecku aż tyle punktów?”, słyszę:

„Żeby dostało się do najlepszego liceum”.

A po co do najlepszego liceum?

„Żeby dostało się na dobre studia”.

A na jakie studia?

Tu często znowu robi się cicho.

I wtedy przychodzi niewygodne pytanie: czy to nadal jest droga dziecka, czy już droga ambicji rodziców?

Magiczne 3 punkty.

Jednym z bardziej wyrazistych przykładów tego myślenia są punkty za wolontariat.

Sam wolontariat jest czymś dobrym. Może uczyć wrażliwości, odpowiedzialności, służby, zauważania drugiego człowieka i wychodzenia poza własną wygodę. Dobrze przeżyty wolontariat może być dla dziecka ważną lekcją życia.

Ale jeśli staje się tylko kolejną pozycją w rekrutacyjnej tabelce, coś zaczyna się psuć.

Kilka lat temu usłyszałam słowa jednej dyrektorki:

„Proszę się nie martwić, ja im załatwię wolontariat”.

I tu naprawdę warto się zatrzymać.

Bo jeśli uczymy dzieci, że pracę społeczną „się załatwia”, żeby dostać za nią punkty, to czego właściwie je uczymy? Wrażliwości? Służby? Odpowiedzialności? Czy raczej kombinowania w systemie?

Tak właśnie coś wartościowego zamienia się w narzędzie do zdobywania przewagi.

Edukacja nie powinna uczyć skutecznego poruszania się po systemie. Powinna uczyć także uczciwości, sensu i odpowiedzialności za własne decyzje.

Wymagania tak. Tresura nie.

Czy wymagania to coś złego? Absolutnie nie!

Dzieci potrzebują dorosłych, którzy uczą systematyczności, odpowiedzialności, wysiłku i szacunku do pracy.

Nie kupuję opowieści, że dziecko ma robić tylko to, na co ma ochotę. To nie jest wychowanie, tylko kapitulacja.

Dziecko potrzebuje granic. Potrzebuje obowiązków. Potrzebuje doświadczenia, że nie wszystko przychodzi łatwo i natychmiast. Że czasem trzeba usiąść, powtórzyć, poprawić i spróbować jeszcze raz.

Ale nie kupuję też drugiej skrajności: że dziecko od najmłodszych lat ma być projektem rekrutacyjnym. Ma dowozić wyniki, zbierać punkty i realizować plan, którego często samo nie rozumie.

Bo edukacja to nie tresura.

Edukacja to nie czerwony pasek.

Edukacja to nie korepetycje z każdego przedmiotu, żeby przypadkiem nigdzie nie spadła średnia.

Edukacja nie polega na tym, żeby dziecko bezbłędnie wypełniało oczekiwania dorosłych. Polega na tym, żeby stopniowo dojrzewało do samodzielności, odpowiedzialności i rozumienia świata.

Czego naprawdę powinna uczyć szkoła?

Szkoła powinna uczyć myślenia, "łączenia kropek", szukania rozwiązań i samodzielności.

Dobre pytanie to nie tylko: „Jaką ocenę dostałeś?”.

Dobre pytania brzmią:

Czy rozumiesz, czego się uczysz?

Czy potrafisz myśleć samodzielnie?

Czy umiesz poprosić o pomoc?

Czy umiesz przegrać, wyciągnąć wnioski i się podnieść?

Czy wiesz, kim jesteś, kiedy nie masz żadnej oceny do pokazania?

Bo dziecko nie jest średnią w dzienniku.

Nie jest tabelką w rekrutacji.

Nie jest wizytówką rodziców.

Jest człowiekiem.

Dobra edukacja powinna pomagać dziecku poznawać świat i siebie. Powinna rozwijać mocne strony, ale też uczyć mierzenia się ze słabościami. Powinna dawać wiedzę, ale również uczyć myślenia. Powinna wymagać, ale nie upokarzać. Powinna prowadzić, ale nie odbierać dziecku sprawczości.

Szkoła ma uczyć matematyki, języka, historii, przyrody i wielu innych rzeczy. To oczywiste.

Ale jeśli przy okazji nie uczy odpowiedzialności, współpracy, uczciwości, wytrwałości i odwagi w myśleniu, to czegoś ważnego brakuje.

Edukacja zaczyna się wcześniej niż szkoła

Jeśli edukacja ma prowadzić do dojrzałości, nie może być wyłącznie sprawą szkoły.

Zaczyna się dużo wcześniej — w domu.

O edukacji często mówi się tak, jakby wystarczyło wybrać dobrą placówkę, zapisać dziecko na zajęcia dodatkowe, dopilnować ocen i czekać na efekty.

Tymczasem to rodzice są pierwszymi i najważniejszymi nauczycielami dziecka.

Nie system. Nie ministerstwo. Nie szkoła. Nie korepetytor.

Rodzice.

To my uczymy dziecko świata przez sposób, w jaki mówimy, słuchamy, rozmawiamy i traktujemy innych ludzi. Przez to, czy dotrzymujemy słowa, umiemy przeprosić i potrafimy być obecni.

Dziecko widzi więcej, niż nam się wydaje.

Widzi, jak traktujemy słabszych. Jak mówimy o nauczycielach. Jak reagujemy na porażkę. Jak rozwiązujemy konflikty. Jak obchodzimy się z własnymi emocjami.

I z tego uczy się najwięcej.

Można dziecko zapisać na języki, basen, tenis, programowanie, pianino i robotykę. Tylko że żadna lista zajęć nie zastąpi domu, w którym dziecko czuje się kochane.

Nie zastąpi rozmowy.

Nie zastąpi czasu.

Nie zastąpi poczucia, że moja wartość nie zależy od tego, czy przyniosłam piątkę, trójkę czy uwagę.

Szkoła jest ważna, ale nie załatwi wszystkiego

Dobra szkoła może bardzo pomóc.

Może otworzyć głowę, uporządkować wiedzę, pokazać świat, rozwinąć talenty, nauczyć pracy i współpracy.

Może dać dziecku mądrych dorosłych obok, bezpieczną atmosferę, wymagania stawiane z szacunkiem i przestrzeń do dorastania.

Ale szkoła nie zdejmie z rodziców odpowiedzialności za wychowanie.

Nie da się oddelegować dzieciństwa.

Można oddelegować sprzątanie, księgowość czy naprawę samochodu. Nie da się oddelegować bycia mamą i tatą.

Dlatego zamiast tylko narzekać na system, punkty, paski i rankingi, warto zapytać samych siebie:

Czy tworzymy dom, w którym można popełnić błąd?

Czy dziecko czuje, że jest kochane także wtedy, kiedy nie spełnia naszych oczekiwań?

Czy wynik jest dla nas ważny, ale człowiek jednak ważniejszy?

Szkoła i dom nie powinny przerzucać się odpowiedzialnością. Powinny iść w tym samym kierunku.

Szkoła może wspierać, porządkować, wymagać i inspirować. Dom daje korzenie, poczucie bezpieczeństwa i pierwszą lekcję wartości.

Dopiero razem mogą naprawdę pomóc dziecku dorastać.

Własna droga

Nie każde dziecko musi iść tą samą drogą.

Jedno będzie lekarzem, drugie stolarzem, trzecie nauczycielem, czwarte przedsiębiorcą, piąte mechanikiem, ogrodnikiem albo kimś, kogo zawodu dziś jeszcze nie umiemy nazwać.

Nie każde musi mieć prestiżowe studia.

Nie każde musi mieć czerwony pasek.

Ale każde powinno dostać szansę, żeby poznać siebie, nauczyć się pracować, myśleć, wybierać, ponosić konsekwencje i żyć z innymi ludźmi.

Bo na końcu edukacji nie stoi świadectwo.

Nie stoi średnia.

Nie stoi pasek.

Nie stoi ranking liceum.

Na końcu edukacji stoi człowiek.


I najważniejsze pytanie brzmi:

Czy będzie umiał

mądrze,

uczciwie

i szczęśliwie żyć?


autor: Anna Kubicka

 
 
 

Komentarze


Komentowanie tego posta nie jest już dostępne. Skontaktuj się z właścicielem strony, aby uzyskać więcej informacji.
Edukacja Rozwój Talent Bezpieczeństwo
  • Facebook
  • LinledIn

Szkoła z Pasją

Hallera 9,
05-400 Otwock

tel. 605 211 696

bottom of page